Portal lazarz.pl szanuje prywatność swoich czytelników i przetwarza tylko te dane osobowe, które są niezbędne do prawidłowego świadczenia usług informacyjnych jakie oferuje.
Strona wykorzystuje pliki cookies. Mogą Państwo określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w waszej przeglądarce.
Klikając poniższy przycisk zgadzają się Państwo na przetwarzanie zbieranych przez portal lazarz.pl danych osobowych w zakresie i na warunkach opisanych w naszej
Polityce Prywatności.
Wyrażenie zgody jest dobrowolne, ale może być konieczne w celu wykonania niektórych usług.

Zgoda

Wywiad z Łukaszem Wierzbickim, który z siedmiomiesięcznym synem na koniu przemierzał Afrykę - .:LAZARZ.PL->poznański portal dzielnicowy:. Łazarz w z@sięgu myszki
Wywiad z Łukaszem Wierzbickim, który z siedmiomiesięcznym synem na koniu przemierzał Afrykę
25-01-2012 13:44   Janusz Ludwiczak
Dokładnie dwa tygodnie temu zakończyła się trwająca ponad dwa lata sztafeta śladami Kazimierza Nowaka. Jednym z jej uczestników był poznaniak, Łukasz Wierzbicki, który wraz z żoną i siedmiomiesięcznym synem przemierzał Afrykę na koniu.

Janusz Ludwiczak, lazarz.pl: Dlaczego zdecydowałeś się wziąć udział w sztafecie śladami Kazimierza Nowaka?
Łukasz Wierzbicki: Od razu spodobał mi się pomysł odbycia podróży wspólnie, wspólnym wysiłkiem, bo wydawał się bardzo realny. To miał być hołd oddany przez młodych podróżników człowiekowi, który dokonał czegoś wielkiego.
Miałem wielką nadzieję, że sztafeta zrealizuje wiele celów. Wspaniałą sprawą było dla mnie to, że coś czego dokonał mieszkaniec naszego miasta, wizjoner, wyczyn na który się porwał, okazał się nie tylko przygodą minioną, czymś co wspominamy czy zapisujemy w kronice. To początek nowej, żywej przygoda dla kilkudziesięciu kolejnych osób. Gdyby nie Kazimierz Nowak, gdyby nie jego książka, gdyby nie jego relacje z podróży, wiele z tych osób, które wsiadły na rower i ruszyły do Afryki nie przeżyłoby swojej afrykańskiej przygody, bo nie mieliby inspiracji.

Nie zawsze oczywiście nie udawało się im podążać dokładnie tym samym szlakiem, co Kazimierz Nowak, czasem oglądali zupełnie inną Afrykę, ale i tak to wspaniałe, że podróżnik, jego wyczyn i osobowość nas inspiruje, jest dla nas lekcją i przykładem.

Jak udało się zebrać tylu uczestników i namówić osoby do wyprawy śladami Kazimierza Nowaka?
To działo się spontanicznie. Wielu uczestników nie znało się nawzajem. Bywało tak, że ludzie poznawali się dopiero na lotnisku, a potem razem przez cały miesiąc pedałowali przez Afrykę, a po powrocie do Polski rozjeżdżali się do swoich miast. Dzięki tej wyprawie powstał pewnego rodzaju fanklub Kazimierza Nowaka.

W jakim etapie wziąłeś udział?
Gdy usłyszałem o tej inicjatywie od pomysłodawców, pomyślałem sobie, że znam Namibię, w której byłem dwukrotnie, kocham konie, wezmę na siebie tą część podróży. Od samego początku zależało mi, by nie zamknąć Kazimierza Nowaka w szufladce pod tytułem "przejechał rowerem Afrykę", bo on przecież nie przemierzał Afryki tylko rowerem. Kazimierz Nowak nie wybrał roweru dlatego tylko, że był miłośnikiem jazdy rowerem, ale z musu, bo nie miał innego środka lokomocji. Gdy jego rower w końcu się rozsypał przesiadł się na konia, później żeglował łodzią, a także podróżował przez Saharę na wielbłądzie.
Postanowiłem, że przedstawię Kazimierza Nowaka nie jako osobę podróżującą tylko rowerem, ale również konno. Starałem się pokazać, że to wspaniała przygoda, podróż człowieka i zwierzęcia. I to się udało choć lecąc do Afryki nie mieliśmy pewności czy etap uda się zrealizować, bo nie mieliśmy zarezerwowanych koni.

Jak się w takim razie udało zdobyć Wam konie?
To było bardzo trudne zadanie. Choć długo poszukiwałem koni, nie byłem w stanie załatwić tego na odległość. Dziś wiem, że popełniłem błąd, bo szukałem koni, a nie ludzi, którzy by nam pomogli. Spotkaliśmy właściwych ludzi dopiero tam na miejscu. To farmerzy, dwie afrykanerskie rodziny – Wahl z farmy Galton i Van Vuuren z farmy Neu Loore, które mieszkają opodal miejsca, gdzie Kazimierz Nowak przesiadł się z roweru na konia. Gdy usłyszeli naszą historię i cel dla którego przybyliśmy, pomyśleli: "kto pomoże tym szaleńcom z Polski spełnić ich marzenie, jeśli nie my". Dwie klacze Manoko i Future zostały naszymi towarzyszkami na kolejnych kilka dni. Ile nas to kosztowało? Właściciel koni dostał niewielką butelkę żubrówki i kilka zdjęć Kazimierza Nowaka… i to mu w zupełności wystarczyło. Ci ludzie poczuli, że przywieźliśmy im wspaniałą, romantyczną historię, związana z ich ziemią. Usłyszeli, że pewien podróżnik 80 lat temu konno przemierzał te niegościnne pustkowia. Czuliśmy się jak prowadzeni za rękę. David Van Vuuren ugościł nas na swojej farmie, a potem umówił wszystkie postoje, miejsca gdzie były wodopoje, gdzie mogliśmy konie zostawić na noc, zorganizował cały przejazd szlakiem Kazimierza Nowaka. Ludzie mijający nas samochodami wiedzieli, że jedziemy śladami tego podróżnika, że jesteśmy z Polski. Przywieźliśmy im historię, której wcześniej nie znali ale którą od razu ją pokochali. Zawieźliśmy im zdjęcia świata, którego już nie ma. Świata, w którym dorastali i żyli ich przodkowie.

Czy udało się spotkać osoby, które widziały Kazimierza Nowaka?
W Namibii nie spotkaliśmy osoby, która pamiętałaby samego Kazimierza Nowaka. Spotkaliśmy za to wiele osób, które znały Mieczysława Wiśniewskiego, gospodarza u którego Nowak przez kilka tygodni mieszkał. Z resztą sam David pamiętał go, przyjaźnił się z jego synem.

Jak udało się Wam załatwić wyżywienie, nocleg. Jak to technicznie było zorganizowane?
Obawiałem się przed wyjazdem jak to będzie. Mieliśmy wypożyczony samochód, bo Namibia jest krajem, gdzie lokalny transport publiczny nie funkcjonuje zbyt dobrze, samochód był niezbędny. Mieliśmy wielkie szczęście, że w miejscowości Gobabis spotkaliśmy Gerrita Wahla, osobę, którą wcześniej odwiedzili rowerzyści sztafety "Afryka Nowaka". Gerrit nie był przygotowany nasz przyjazd, ale gdy zacząłem dopytywać o nazwy farm jemu znajomych zaczął coś kojarzyć. Spotkany przypadkiem w centrum weterynaryjnym spytał: "zaraz, zaraz czy wy nie jesteście z Polski. Czy wy nie jedziecie śladem tego podróżnika Nowaka?". Z miejsca zaoferował, że weźmie nas do siebie do domu, gdzie mogliśmy rozbić obóz. I tak pod tym afrykańskim niebem, pośród buszu, wałęsających się kóz i krów przeżyliśmy niesamowite dwa tygodnie. Stamtąd wszystko zorganizowaliśmy i wyruszyliśmy dalej.

Razem do Afryki wybrałeś się ze swoją żoną i siedmiomiesięcznym synem.
Maluszek był liderem naszej wyprawy. Wszyscy musieli się go słuchać. On miał decydujący głos. Dla mnie było to też wielkie przeżycie bo była to pierwsza podróż tak daleka, poza Europę, z małym dzieckiem, tak naprawdę niemowlakiem. Nie było jednak pojedynczej chwili, momentu w ciągu tych pięciu tygodni, które spędziliśmy w Namibii, kiedy bym poczuł, że branie na wyprawę siedmiomiesięcznego synka było błędem. Jonasz radził sobie znakomicie, wyregulował sobie kwestie posiłków, spania. Doskonale się bawił. Klimat w Namibii był umiarkowany. Podróż zniósł znakomicie. Przekonaliśmy się, że podróż z dzieckiem niesie w sobie wiele pozytywnych emocji. Obecność dziecka otwiera nie tylko drzwi, ale serca. Wpuszczano nas bez kolejki na lotniska. Jonasz robił furorę na ulicach Windhoek, a ja wraz z nim, bo w Afryce mężczyzna opiekujący się dzieckiem, noszący go na nosidełku przy piersi to rzecz niespotykana. Kobiety pozdrawiały nas, machały, chwaliły, że dajemy dobry przykład tamtejszym mężczyznom. Miejscowi farmerzy, u których mieszkaliśmy, czy osoby w urzędach, na policji, w muzeach były zachwycone, że przyjeżdżamy do nich z zaufaniem, skoro podróżujemy z synkiem. Jonasz w trakcie wyprawy nauczył się samodzielnie siedzieć i wymawiać nowe sylaby. Wykonał też wspaniałą pracę udowadniając, że Afryka nie zawsze jest tak strasznym i niebezpiecznym kontynentem, jak niektórym się wydaje.
Oczywiście wiedzieliśmy dokąd jedziemy, byłem już wcześniej dwukrotnie w Namibii. Wiedzieliśmy, gdzie możemy kupić pieluchy, pokarm dla dziecka. I oczywiście nie wszędzie z małym dzieckiem do Afryki byśmy się wybrali. Namibia jest krajem bezpiecznym i pod pewnymi względami bardziej rozwiniętym niż my tutaj w Europie.

A jak dogadywaliście się z miejscowymi?
W Namibii obowiązuje język angielski. Obecnie w szkołach wszystkie dzieci uczą się angielskiego, bo to jest ten język, który jednoczy wszystkie społeczności tam żyjące i Afrykanerów i Niemców, których jest tam dość sporo, Brytyjczyków, ale również plemiona miejscowe – Owambo, Buszmenów, Herero, Nama. Na prowincji, gdzie ludzie językiem angielskim nie zawsze biegle władali zawsze można było wziąć przykład z Kazimierza Nowaka, z tego jak sobie wówczas radził i porozumieć się za pomocą prostych gestów, pojedynczych słów.

Pięć lat temu Ryszard Kapuściński odsłonił na Dworcu Głównym tablicę pamiątkową. Obecnie budowany jest nowy dworzec. Czy wiadomo co się stanie z tą tablicą?
Trwa przebudowa dworca. Wiemy, że tablica pamiątkowa w obecnym miejscu nie będzie mogła być usytuowana. Plan jest taki, by tą blaszaną Afrykę Nowaka przenieść na nowy dworzec, znaleźć jej godne miejsce. Bardzo bym chciał, żeby pójść krok dalej.
Moim marzeniem jest, by obok tej tablicy stanął kiosk multimedialny lub stanowisko, które umożliwiłoby podróżnemu zajrzeć głębiej w tę historię, obejrzeć zdjęcia, które przywiózł poznański podróżnik, a także znaleźć więcej informacji o Kazimierzu Nowaku w różnych językach.

Na Łazarzu miał powstać skwer imienia Kazimierza Nowaka. Najpierw mówiło się o placu przy zbiegu ulic Małeckiego, Łukaszewicza i Granicznej. Później Rada Osiedla Św. Łazarz chciała, by placyk w pobliżu ulicy Kolejowej, Potockiej i Hetmańskiej otrzymał imię tego słynnego podróżnika. Osiedlowy radni chcieli nawet, by pojawiły się tam ławeczki w kształcie rowerów i szachownice. Niestety na planach się skończyło. Teraz radny Wojciech Wośkowiak sugeruję, że plac Wyspiańskiego który będzie remontowany otrzyma imię Kazimierza Nowaka. Jak sądzisz, czy na Łazarzu powstanie plac lub skwer, którego patronem będzie właśnie Kazimierz Nowak, skoro na ścianie jego domu przy ul. Lodowej do dziś nie ma pamiątkowej tablicy?
Pięć lat temu Ryszard Kapuściński odsłonił tablicę pamiątkową na Dworcu Głównym. Tamtego dnia wypowiedział bardzo ważne słowa: "To wielki dzień dla Poznania, bo świętujemy dzisiaj pamięć wielkiego Poznaniaka". Wyraził życzenie, by tą akcję, którą zapoczątkowaliśmy kontynuować, tzn. popularyzować postać, dokonania, dorobek reporterski i fotograficzny Kazimierza Nowaka, jego myśl wśród dzieci i młodzieży. To zainspirowało cały szereg zdarzeń. Wydana została książka dla dzieci, powstało Gimnazjum im. Kazimierza Nowaka. Ryszard Kapuściński powiedział też, że marzy mu się, by w Poznaniu znalazło się miejsce, które można by nazwać imieniem Kazimierza Nowaka - ulicę, plac czy szkołę.
To aż trudno uwierzyć, że minęło pięć lat, odkąd skierowaliśmy pismo do Przewodniczącego Rady Miasta Poznania, w którym zaproponowaliśmy, by na Łazarzu powstał skwer im. Kazimierza Nowaka. Pojawiło się kilka propozycji, ale poza wieloma rozmowami przez cały ten czas nic konkretnie się nie wydarzyło. Ja nawet nie wiem, czy pomysł jest w dalszym ciągu rozważany, na jakim jest etapie. Czasem, przy różnych ważnych okazjach pojawiają się obietnice, nic więcej. W Poznaniu zjeżdżają z całej Polski ludzie zafascynowani wyprawą Nowaka, zjawiają się na ulicy Lodowej, gdzie mieszkał, ale nie znajdą nawet prostej tablicy informacyjnej. Dla mnie to smutna lekcja, że inicjatywy prywatne, a taką była tablica na dworcu, jak i nagrobek na Cmentarzu Górczyńskim, udaje się szybko i sprawnie zrealizować, ale gdy pozostaje liczyć na wsparcie magistratu… niewiele się dzieje. Mój synek ma w tej chwili piętnaście miesięcy. Bardzo bym chciał, gdy trochę dorośnie, zaprowadzić go na skwer im. Kazimierza Nowaka, stanąć przy tablicy, opowiedzieć niezwykłą historię i wspomnieć człowieka, który niósł wielkie serce i biało-czerwony sztandar przez dalekie krainy, który pozostawił nam cudowną lekcję tego, jak traktować świat i jego mieszkańców. Niestety z upływem lat przestaję być optymistą i tracę wiarę, że miasto aktywnie włączy się w działania w trosce o zachowanie pamięci o tym wielkim poznańskim podróżniku.

Relację z etapu konnego przez Namibię można przeczytać na stronie www.afrykanowaka.pl oraz www.lukaszwierzbicki.pl


Komentarze (3)

25-02-2012 13:49:41
Łukasz Wierzbicki
Pani Anno, podróż z Jonaszem do Namibii nie była jakimś eksperymentem, znaliśmy z Klaudią dobrze warunki panujące w tym kraju, byliśmy w Namibii już wcześniej i wiedzieliśmy doskonale, że wyprawa taka nie wiąże sie z ryzykiem, że nie ma zagrożenia egzotycznymi chorobami i że wszystko, czego małe dziecko potrzebuje można kupić tam na miejscu. Zaś co do upamiętnienia "podróżnika z Łazarza", ja absolutnie nie wątpię, że to nastąpi, bo to się dzieje każdego dnia, moje wątpliwości związane są jedynie z rzeczywistym zaangażowaniem i skutecznością działań magistratu poznańskiego na tym polu. Pozdrawiam serdecznie! Łukasz Wierzbicki
27-01-2012 10:57:53
anna47brykborowiec
Panie Łukaszu, ja tez mialam wiele watpliwosci gdy dowiedzialam sie o projekcie:Jonasz w Afryce. Podroz tak egzotyczna wydaje sie dla malego dziecka szczegolnie niebezpieczna. Udalo sie i to jest super. Przy ulicy Granicznej mieszkala moja babcia i klimat Łazarza nie jest mi obcy. Miejsce upamietniajace dom, w którym urodzil się Kazimierz Nowak, powinno być upamiętnione. Szczegolna jest ku temu okazja kiedy dzięki "afrykanskiej szafecie" i Pana książkom postać wielkiego podróżnika jest znana szerokiej publiczności. Pozdrawiam i proszę nie tracić wiary, że to nastąpi.
26-01-2012 00:48:41
Janusz I Samozwanczy
Chyba ze 2 miesiace temu spotkalem w Warszawie na Centralnym Mlodeiez z Afryka Nowaka!Nic nie wiedzialem o kims takim o jego podrozach i ksiazkach!1 z dziewczyn dalem swa wizytowke
Aktualności
Niezapominajka
12

lis

19:00
Zespół Szkół Muzycznych ul. Głogowska 90
Koncert Pedagogów

13

lis

17:00
Klub Osiedlowy "Krąg" ul. Dmowskiego 37
Rumunia - impreza z cyklu: "Przez żołądek do kultury". Spotkanie międzykulturowe, realizowane przez wolontariuszy, obcokrajowców mieszkających w Poznaniu.
Impreza organizowana przez Klub Krąg, we

15

lis

17:00
Młodzieżowy Dom Kultury nr 3 ul. Jarochowskiego 1
Finał konkursu piosenki obcojęzycznej

19:00
Klub Osiedlowy "Krąg" ul. Dmowskiego 37
"Jak w przedwojennym kabarecie" - spektakl muzyczny dla dorosłych
Scenariusz i wykonanie: Michał Grudziński i Andrzej Lajborek (aktorzy Teatru Nowego). Spektakl w ramach projektu "W Łazarskim Kręg

16

lis

do 17-11-2019
Międzynarodowe Targi Poznańskie
"Hobby" - spotkania ludzi z pasją

[ wszystkie ]

Komentarze
Ogłoszenia
Newsy na Twoją skrzynkę!
Zapisz się na listę mailingową:
Twój e-mail: